JESTEM LEPSZA KAPUSTA

Ja po prostu jestem lepsza. Jestem ładniejsza niż inne – i mimo, że nikt inny tego nie potwierdzi, to wiem że jestem ładniejsza. Jestem mądrzejsza niż inni – i ci inni czasem zaskakują mnie swoja mądrością, a ja siebie zaskakuję swoim zacofaniem, ale to tylko wyjątek który potwierdza regułę – że jestem mądrzejsza. Jestem taka inna niż wszyscy, taka wrażliwsza, czulsza, taka bardziej głęboka – nikt nie jest na takim poziomie głębokości i wrażliwości jak ja. Jestem bardziej utalentowana – i mimo, że nie mam żadnego konkretnego talentu, to i tak jestem bardziej utalentowana od innych. Mam lepszy gust – i mimo, że sama się najciekawiej nie ubieram, to przecież wiem co jest ładne a co nie jest - i wiem, że ludzie powinni się na mnie wzorować, bo lepszego gustu niż mój, nigdzie nie znajdą.

A co się kryje pod tą – „najlepszą” ? Gdyby ta postawa, że jestem najlepsza zniknęła, to co mi zostanie? Strach, że jestem gorsza, że wcale taka mądra nie jestem i że wybierałam życie w iluzji żeby czuć się lepiej, że wcale taka piękna nie jestem i starałam się wypatrywać brzydotę w innych żeby samej poczuć się lepiej. Okaże się, że wcale nie mam tak wiele ludziom do zaoferowania, że ludzie wcale nie chcą mojej pomocy, bo całkiem dobrze sobie radzą. Ale wybierałam życie w iluzji, że ja radzę sobie lepiej, że mam innym pomagać, że mają brać że mnie przykład – tylko po to, by nie zobaczyć szarości i ubogości mojego własnego życia. Wolałam skupić się na zastanawianiu się dlaczego inni nie biorą że mnie przykładu, niż zająć się własnym życiem, żyć tym życiem na 100% i być w pełni sobą.

A co się kryje pod tym że jestem gorsza? Pod tym strachem, że nic nie mam do zaoferowania, że jestem bardziej szara niż mysz?

Jesteśmy jak kapusta. Każda nasza „prawda” o nas jest jak liść, który przykrywa kolejny liść, czyli kolejną „prawdę ”. A liści jest wiele i zwariować można zastanawiając się nad tym jacy naprawdę jesteśmy, który liść jest bardziej prawdziwy. Często wybieramy myślenie o sobie w jakiś sposób i stosujemy afirmacje, aby zacząć wierzyć w to co chcemy wierzyć. Ale najczęściej afirmacje są jak kolejny liść, który ma przykryć te inne mniej atrakcyjne liście.

Może twoim wierzchnim liściem jest ten który mówi, że jesteś lepszy i wybiórczo czerpiesz informacje ze świata aby to potwierdzić. Możliwe że twoim wierzchnim liściem jest ten, że jesteś gorszy – więc używasz wybiórczych przykładów ze świata by to sobie udowodnić. Każdym przykładem osoby odnoszącej sukces katujesz siebie, jesteś w stanie użyć każdego wydarzenie by udowodnić sobie, że coś z tobą jest nie tak. Czasami nie możesz się zdecydować co o sobie myśleć – jednego dnia czujesz się panem świata, ponadczłowiekiem, a drugiego dnia spadasz na dno uważając się za ostatnie byle co. Nie możesz się zdecydować w które kłamstwo o sobie wierzyć bardziej.

Tak na prawdę boimy się uchylić kolejnego liścia, boimy się spojrzeć w głąb siebie aby przypadkiem nie okazało się, że to co ukrywamy sami przed sobą, jest faktycznie straszne. Ale to tylko kolejny liść. Prawda o każdym człowieku jest piękna.

Gdzie jest ta prawda? Jak do niej dotrzeć?

Prawda tkwi w głąbie. Każda kapusta ma swój głąb – środek, do którego podoczepiane są liście - i w tym środku zapisana jest prawda o nas. Nie jest tym to kłamstwo, że jesteśmy lepsi, nie jest tym też ten fałsz że jesteśmy gorsi. Prawda o każdym człowieku jest identyczna. Każdy człowiek jest taki sam. Każdy człowiek jest dobry i jeśli nie czujesz się dobry to znaczy, że nie dotarłeś jeszcze do środka siebie a wciąż otaczasz się jakimś liściem. Człowiek jest pełnią, ma w sobie wszystko, człowiek z natury jest szczęśliwy i radosny i nie potrzebuje nic, by czuć pełnię szczęścia i radości. Jeśli nie czujesz tej pełni, to zapewne wierzysz w jakieś kłamstwa o sobie, wierzysz że masz coś, albo że nie masz czegoś, co pozwalałoby ci czuć się szczęśliwym. Wierzysz, że urodziłeś się niepełny. Wierzysz że zostałeś stworzony z brakami, że nie jesteś doskonały. Ale to nie jest prawdą. Urodziłeś się doskonały. W każdym wcieleniu rodziłeś się doskonały, pełny, rodziłeś się bogiem. Jeśli tego teraz nie czujesz, to dlatego, że bardzo silnie wierzysz we wszystkie swoje liście, wierzysz we wszystkie kłamstwa na swój temat, wierzysz we wszystkie fałszywe ograniczenia ciebie dotyczące - i boisz się, że to jest prawda.

Wybierasz myślenie, ze gdybyś wyglądał inaczej, był niższy wyższy, chudszy, grubszy, to byłbyś szczęśliwszy. W osiągnięciu szczęścia przeszkadza nam kraj w którym się urodziliśmy, miasto, dzielnica. Przeszkodą jest czas w którym się urodziliśmy – bo gdybyśmy się urodzili 10 lat wcześniej albo 10 lat później, to wszystko byłoby lepiej i inaczej. Za przyczynę nieszczęścia uważamy nasze imię – bo brzmi dziwacznie albo nie podoba się nam pod kontem numerologii. Data naszego urodzenia też nas krzywdzi – używamy astrologii jako kata – to przeklęte ustawienie planet. Nasz znak zodiaku jest kolejnym wielkim ograniczeniem. Gdybym tylko była baranem – to moje życie byłoby takie proste. Wygląda na to, że cały wszechświat się sprzysiągł aby nam spartaczyć życie. Ale to wszystko nieprawda. To nasz umysł wyszukuje kolejne dowody na to, że przyczyna naszego nieszczęścia powodowana jest warunkami zewnętrznymi które nas ukształtowały. Czy ustawienie planet jest w stanie jakoś wpłynąć na naszą boskość, na nasz niezmienialny, prawdziwy, boski środek? Czy jest coś, co może nam tę boskość odebrać albo przyćmić? Człowiek jest w stanie uwierzyć w iluzje i w kłamstwo i naoszukiwać się, że jego boskość jest przyćmiona. Ale to tylko iluzja. Boskość jest nieprzyćmiewalna.

Zapewne masz jakiegoś idola, którego życie jest dla ciebie przykładem. Czy wiesz że jesteś dokładnie taki sam jak ta osoba – a jedyne co was odróżnia, to iluzje w które wierzycie na swój temat? To co ciebie dzieli od osoby, którą chciałbyś być, to strach że jesteś inny, że jesteś gorszy i że jesteś niedoskonały.

Czy jest jakaś metoda by rozebrać się z liści i dotrzeć do swojego środka? Czy da się pozbyć tych kolejnych nawarstwionych kłamstw bez przyjrzenia się im? Nie wiem. Wiem natomiast, że świadomość kłamstwa je rozpuszcza.

Często siadam i wyobrażam sobie spływającą na mnie prawdę . Wyobrażam sobie ją jako białe światło które niczym surowica spływa z góry i poprzez moją głowę płynie do serca. Serce transformuje i wysyła tą prawdę tam, gdzie są iluzje i bloki we mnie powodując, że one się kruszą a do mojej świadomości docierają informacje o kolejnych kłamstwach i pozwalam im wtedy odejść. Gdy tylko wpadam w pułapkę mojego umysłu i zaczynam grać w tą grę, jestem gorsza/jestem lepsza, staram się jak najszybciej zobaczyć w tym grę. Gdy tylko poczuję się gorzej – staram się w tym dostrzec kolejny liść kapusty, kolejną warstwę. Staram się nie zagłębiać w to kłamstwo, nie babrać w nim masochistycznie, tylko traktować to jako informacje od mojego serca do świadomości o tym, którego kłamstwa się właśnie pozbywam.

Moja mama zawsze powtarzała, ze głąb kapusty ma najwięcej witamin, że jest najzdrowszy, obierała mi go z liści i dawała do jedzenia niczym najlepszy przysmak. Dość ciekawe jest to, że gdy większość osób gotuje coś z kapusty, to używa głównie liści, czy to do bigosu czy do gołąbków, a środek kapusty wyrzuca bo jest za twardy. Czy nie jest to analogią do naszego życia? Zajmujemy sie liśćmi, czyli kolejnymi warstwami kłamstw o nas – a głąb, to centrum, tą twardą opokę nas samych, wyrzucamy.